STSport

Rękawice na kołku postanowił zawiesić niezwykle efektownie walczący Mirko „Cro Cop” Filipovic (38-11-2-1NC, 29 KO, 5 SUB).

Chorwat to legenda świata MMA. W trakcie kariery walczył dla takich organizacji jak PRIDE czy UFC. Jest z tego rodzaju zawodników, którzy nigdy nie wybierali sobie przeciwników, dlatego też może pochwalić się starciami z takimi legendami jak Fedor Emelianenko, Wanderlei Silva, Mark Coleman, Kevin Randleman czy Antonio Rodrigo Nogueira. Największy sukces odniósł w 2006 roku, kiedy wygrał turniej PRIDE Openweight Gp. W finale pokonał Josha Barnetta.

– Kopnięcie z prawej nogi wysyła do szpitala, a kopnięcie z lewej nogi na cmentarz – zwykł mawiać. „Cro Cop” w trakcie kariery zasłynął właśnie niesamowitymi kopnięciami na głowę, którymi kończył wielu przeciwników.

44-latek kończy karierę z dziesięcioma zwycięstwa z rzędu (wszystkie przed czasem). Kończy ze względów zdrowotnych. „Cro Cop” od trzech miesięcy narzekał na bóle głowy, lecz rezonans magnetyczny nie wykazał żadnych uchybień. Kiedy problem nie ustawał, przeprowadzono kolejne badania, które tym razem dały przerażającą odpowiedź. Ten ból był tak naprawdę udarem…
Chorwat zrozumiał, że kontynuowanie kariery będzie niemożliwe. Każdy przyjęty cios na głowę mógł skutkować czymś najgorszym. Dlatego postanowił podjąć jedyną słuszną decyzję.

– Jeśli rehabilitacja przebiegnie właściwie, będę mógł kontynuować trening. Wziąłem tę przestrogę niezwykle poważnie. Dziękuję wszystkim, którzy byli ze mną przez całą karierę. Miałem długą i bogatą karierę i niczego nie żałuję – napisał w oświadczeniu.

„Cro Cop” był bohaterem walki wieczoru pierwszej gali UFC w Polsce. W kwietniu 2015 roku pokonał Gabriela Gonzagę, rewanżując mu się za porażkę sprzed ośmiu lat. Co ciekawe, Chorwat w trakcie kariery doprowadził do siedmiu rewanżowych starć, wygrywając… wszystkie z nich.

Leave a Reply