STSport

– Andrzej Gołota ma jeszcze szanse powalczyć z bokserami ze światowej czołówki. Waga ciężka, poza braćmi Kliczkami, naprawdę nie jest dziś supermocna – mówi Andrzej Gmitruk, trener czterokrotnego pretendenta do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej Andrzeja Gołoty, w rozmowie z Robertem Małolepszym.
Wtorkowy otwarty trening Andrzeja Gołoty i Przemysława Salety dał Panu jakieś odpowiedzi, co do dyspozycji obu zawodników?


Andrzej Gmitruk: Obaj mają w sobie bardzo dużo energii, i tej fizycznej, i tej emocjonalnej. Widać, że ciężko pracowali i są dobrze przygotowani. Obu bardzo zależy. Mnie cieszy, że lewa ręka Andrzeja zaczyna dobrze funkcjonować.

Jakiego scenariusza walki się Pan spodziewa?
Na każdy będziemy przygotowani. Tyle mogę na dziś powiedzieć i sądzę, że trener Przemka Robert Złotkowski powie wam to samo. Na pewno Saleta będzie dążył do skrócenia dystansu, bo będzie chciał bazować na swym przygotowaniu fizycznym. Ale dla Andrzeja to żaden problem.
Czy Andrzej Gołota jest dziś w lepszej formie niż przed przegranym z kretesem pojedynkiem z Tomaszem Adamkiem? Nie wiem, jak Andrzej przygotowywał się do tamtej walki i niespecjalnie chcę do niej wracać. Ja w ogóle nie chciałem starcia Gołoty z Adamkiem, bo jestem zwolennikiem budowania relacji, a nie ich zrywania. Tomek z Andrzejem kiedyś się kumplowali. Dziś nie można tego powiedzieć.

A gdyby doszło do rewanżu z Adamkiem, o czym przebąkuje Andrzej Gołota?
Moim zdaniem do takiej walki raczej nie dojdzie, choćby z tego powodu, że team Adamka ma inne plany. Ich celem jest walka z Władimirem Kliczką.

A gdyby jednak doszło?
To oczywiste, że stanę w narożniku Andrzeja Gołoty.

Jakim podopiecznym jest Gołota?
My się nawzajem siebie uczymy. Przecież od czasu, kiedy Andrzej był w kadrze olimpijskiej, której ja byłem trenerem, minęło ponad 20 lat.

I co?
Moim zdaniem dogadujemy się świetnie. Jednym z moich celów jest nie tylko przygotowanie Andrzeja do walki z Przemkiem, ale też zbudowanie pewnej bazy, która pozwoli mu wyjść na ring jeszcze co najmniej raz, a może i więcej. Dzisiaj po tych sześciu tygodniach wspólnej pracy wiemy, że Andrzej mimo przejścia operacji barku wciąż potrzebuje rehabilitacji, zajęć z fizykoterapeutą. Jest tak źle z jego zdrowiem?
Nie o to chodzi. Andrzej jest zdrowy. Wciąż ma siłę i energię, Nie chcę obciążać jego poprzednich trenerów i ludzi wokół niego, ale na pewno wiele rzeczy trzeba poprawić, nadrobić. W boksie, a szczególnie w wadze ciężkiej, trening pięściarski jest bardzo ważny, ale równie ważne są inne elementy. Odnowa, żywienie, model spędzania wolnego czasu w sensie masaży, basenu i tego typu działań. Tego do tej pory w treningu Andrzeja brakowało.

Zgadza się Pan z tezą, że on tak naprawdę nie miał wokół siebie teamu, że tak naprawdę przez te lata był sam?
Na pewno dziś ma wokół siebie ludzi, którzy życzą mu zwycięstwa.
Decyzja o kolejnych pojedynkach Andrzeja jest już podjęta?
Ja jestem trenerem, który ma doprowadzi Andrzeja do zwycięstwa z Przemkiem 23 lutego. O tym, co będzie dalej, zdecyduje bokser i jego menedżer, którym jest jego żona Mariola.

Dlaczego Andrzej nie wygrał nigdy żadnej ze swych wielkich walk?
To jest pytanie, na które odpowiadając, można napisać książkę. Zacznijmy od tego, że moim zdaniem wygrał zarówno pojedynek z Byrdem, jak i Ruizem. Dwa razy powinien być więc mistrzem świata.

To wszyscy wiemy, ale dlaczego przegrywał wygrane walki – te z Bowe’em, Grantem. Dlaczego uciekł z ringu przed Tysonem?
Ja się nie zgadzam z teorią, że psychiki nie można zmienić. Można, ale trzeba mieć ludzi wokół siebie, którym można zaufać, którzy są w stanie dać bokserowi coś więcej niż wodę w przerwie między rundami. Zawodnik czuje, kiedy ma takie wsparcie, jest wówczas silniejszy psychicznie.

Ale czy to nie jest wina Andrzeja, że nie szukał takich ludzi, że wolał być sam?
Każdy w życiu popełnia błędy, dojrzewa do pewnych spraw. Dziś menedżerem Andrzeja jest żona, na którą może liczyć w każdej sytuacji. A trzeba wiedzieć, że boks zawodowy, czy to w Polsce, czy w USA, to wyjątkowo brutalny biznes. Podziały, konflikty, walka o rynek – to codzienność.

Naprawdę Pan wierzy, że Andrzej może jeszcze walczyć z zawodnikami światowej czołówki?
Absolutnie tak. Waga ciężka, poza braćmi Kliczkami, naprawdę nie jest dziś supermocna. To kwestia czasu, odpowiedniego procesu treningowego i tej atmosfery wokół niego, o której mówiłem. Nie odbierajmy mu marzeń.

Autor: Robert Małolepszy, „Polska The Times”

2 komentarze so far.

  1. Skw prawda napisał(a):

    Niech żyje Andrzej!!! Gmitruk i Gołota!

  2. Lelia Downs napisał(a):

    Już rzygać się chce tym Saletą. Wszędzie sie wkręci, a tak naprawdę nic nie potrafi oprócz robienia lansu wokół siebie.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.