Długo przed tym, zanim w Polsce nastała era freak-fightów, a klatki MMA wypełniły się celebrytami, na krajowej scenie sportów walki formowała się generacja zawodników, dla których liczyły się wyłącznie realne wyzwania. Do tego grona bez wątpienia należy Kamil Bazelak – łódzki wojownik, który w swojej wieloletniej karierze przeszedł pełną drogę od tradycyjnego, surowego karate, aż po starcia z absolutną czołówką światowego formatu. Choć od lat konsekwentnie unika rozgłosu i trzyma się z dala od blasku jupiterów, jego sportowy dorobek i bezkompromisowe podejście do walki na stałe zapisały się w historii polskich sportów walki.

Wszystko zaczęło się na macie, gdzie Bazelak budował fundamenty swojej twardości i charakteru. Zanim w ogóle pomyślał o zawodowych startach w klatce, stoczył imponującą liczbę około dwustu pojedynków amatorskich. To właśnie tam, w dobie mniejszych budżetów i ogromnej pasji, hartował się jego styl oparty na karate Kyokushin oraz Ju-jitsu, w których to dyscyplinach zdobył czarny pas i stopień 3 Dan. Ta wszechstronność szybko dała o sobie znać na ringach zawodowych. Gdy próbował swoich sił w formule K-1, bezlitośnie odprawiał rywali przed czasem, kończąc wszystkie trzy zawodowe pojedynki przez widowiskowe nokauty. Równie bezbłędny okazał się jego epizod w pro wrestlingu, który zamknął z czystym bilansem czterech zwycięstw bez żadnej porażki.

Prawdziwym sprawdzianem były jednak starcia w wadze ciężkiej w formule MMA. Trenując pod okiem Mirosława Oknińskiego, jednego z pionierów mieszanych sztuk walki w Polsce, Bazelak nigdy nie szukał łatwych zestawień ani tak zwanego budowania rekordu na słabszych przeciwnikach. Bilans dwudziestu pięciu zawodowych walk, składający się z trzynastu zwycięstw i dwunastu porażek, w pełni odzwierciedla jego sportową filozofię rzucania się na głęboką wodę. Łódzki zawodnik regularnie przyjmował wyzwania od największych organizacji w Europie, w tym KSW, BAMMA czy King of the Kings. Lista jego rywali budzi szacunek każdego znawcy tematu. Bazelak krzyżował rękawice z Olim Thompsonem, byłym zawodnikiem UFC i mistrzem BAMMA, a także z czołowymi postaciami wyspiarskiej sceny, jak Karl Etherington czy Stav Economou. Najlepszym dowodem na poziom trudności jego sportowej drogi jest jednak starcie z Tomem Aspinallem – potężnym Brytyjczykiem, który parę lat po walce z Polakiem zdominował wagę ciężką i sięgnął po tymczasowy pas mistrzowski federacji UFC. Dzięki tym bezkompromisowym bojom Bazelak wspiął się na dziesiąte miejsce w rankingu wagi ciężkiej w Polsce oraz osiemnaste w całej Europie Wschodniej według prestiżowego portalu Tapology.

Po latach ringowych batalii i przyjmowania najtwardszych ciosów, Kamil Bazelak podjął świadomą decyzję o zejściu ze sceny. Przez pewien czas realizował się jeszcze jako felietonista i publicysta, dzieląc się swoimi przemyśleniami z czytelnikami, jednak w 2021 roku oficjalnie ogłosił definitywne zakończenie tej działalności. Od tamtego momentu konsekwentnie milczy, nie publikuje nowych treści i w pełni odciął się od przestrzeni medialnej. Ta dzisiejsza cisza to w pełni zasłużona emerytura człowieka, który zostawił na matach i w klatkach zdrowie oraz serce, zapisując kawałek autentycznej historii polskiego MMA.
