Kamil Bazelak – mistrz sztuk walk, wicemistrz Europy Pro Karate, czołowy zawodnik MMA (13-12) wielu federacji, niepokonany w formule K-1, prowadzi swojego bloga, na którym dzieli się myślami z zakresu wiary chrześcijańskiej, psychologii. W kolejnym swoim poście o miłości bez posiadania, poruszył temat, jak nie zamienić bliskości w kontrolę.

Miłość bardzo często rodzi pragnienie bliskości. Człowiek chce być z kimś, kogo kocha, chce dzielić z nim życie, rozmawiać, przeżywać codzienność i mieć poczucie wzajemnej obecności. To naturalne i dobre. Bliskość jest jednym z najpiękniejszych wymiarów miłości. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pragnienie bliskości zamienia się w potrzebę posiadania drugiego człowieka.
Druga osoba nigdy nie jest własnością. Nawet w najgłębszej relacji pozostaje kimś odrębnym: z własnym sumieniem, historią, wrażliwością, potrzebami, granicami i wolnością. Miłość nie polega na tym, że drugi człowiek ma przestać być sobą, aby zaspokoić nasze lęki. Nie polega też na tym, że mamy prawo kontrolować jego każdy krok, każdą relację, każdą decyzję i każdą przestrzeń życia.
Kontrola często podszywa się pod troskę. Ktoś może mówić: „robię to, bo Cię kocham”, „martwię się o Ciebie”, „chcę tylko wiedzieć”, „to dla Twojego dobra”. Oczywiście prawdziwa troska jest ważna. W miłości mamy prawo interesować się drugim człowiekiem, pytać, wspierać i martwić się o niego. Jednak troska szanuje wolność. Kontrola próbuje ją ograniczyć. Troska pyta i słucha. Kontrola wymusza, sprawdza i podejrzewa.
U źródeł potrzeby posiadania bardzo często leży lęk. Człowiek boi się utraty, zdrady, odrzucenia, samotności albo tego, że nie jest wystarczająco ważny. Zamiast nazwać ten lęk i nad nim pracować, zaczyna ograniczać drugą osobę. Chce mieć pewność, że nic mu nie zagraża. Problem polega na tym, że miłości nie da się zabezpieczyć przez zniewolenie. Im bardziej człowiek próbuje kontrolować, tym bardziej niszczy zaufanie, które jest fundamentem bliskości.
Miłość dojrzała nie oznacza obojętności. Nie polega na chłodnym dystansie ani na udawaniu, że nic nas nie obchodzi. Przeciwnie, miłość dojrzała jest uważna, czuła i obecna. Różnica polega na tym, że nie próbuje zawłaszczyć drugiego człowieka. Potrafi być blisko, nie dusząc. Potrafi troszczyć się, nie ograniczając. Potrafi kochać, nie zamieniając relacji w przestrzeń nieustannego sprawdzania.
W zdrowej relacji potrzebne są granice. Granice nie są wrogiem miłości. Są jej ochroną. Dzięki nim człowiek może powiedzieć, czego potrzebuje, co go boli, czego nie chce i gdzie kończy się jego przestrzeń. Relacja bez granic łatwo staje się miejscem zmęczenia, napięcia albo manipulacji. Natomiast granice wypowiadane z szacunkiem pomagają budować miłość bardziej uczciwą i bezpieczną.
Trzeba też pamiętać, że zaufanie nie oznacza naiwności. Nie chodzi o to, aby ignorować realne problemy, zdradę, kłamstwo czy brak odpowiedzialności. Jeśli w relacji pojawiają się poważne zranienia, trzeba o nich rozmawiać i szukać prawdy. Jednak czym innym jest uczciwe stawianie pytań wobec realnego problemu, a czym innym stałe podejrzewanie drugiej osoby bez podstaw. Miłość nie może oddychać w atmosferze ciągłego przesłuchania.
Człowiek, który kocha dojrzale, rozumie, że bliskość nie wymaga całkowitego stopienia się dwóch osób w jedno. Dwie osoby mogą być razem, a jednocześnie zachować własną przestrzeń, przyjaźnie, zainteresowania, rytm pracy, ciszę i rozwój. Miłość nie niszczy odrębności. Ona ją szanuje. Nie mówi: „masz być dokładnie taki, jakiego Cię potrzebuję”. Mówi raczej: „chcę być blisko Ciebie, ale nie chcę odbierać Ci wolności”.
Posiadanie drugiego człowieka jest złudzeniem. Można wymusić obecność, ale nie można wymusić miłości. Można kontrolować zachowania, ale nie można kontrolować serca. Można zatrzymać kogoś przy sobie ze strachu, presji albo poczucia winy, ale taka relacja przestaje być przestrzenią wolności. A miłość bez wolności stopniowo zamienia się w zależność.
Dlatego jedną z najważniejszych dróg dojrzewania w miłości jest praca nad własnym lękiem. Jeśli człowiek boi się utraty, powinien próbować zrozumieć źródło tego strachu. Jeśli boi się odrzucenia, powinien budować poczucie własnej wartości głębiej niż tylko na czyjejś obecności. Jeśli boi się samotności, powinien uczyć się, że drugi człowiek może być darem, ale nie może stać się jedynym fundamentem jego istnienia.
Miłość bez posiadania jest trudniejsza niż kontrola, bo wymaga zaufania, pokory i dojrzałości. Wymaga zgody na to, że drugi człowiek nie należy do nas. Możemy go kochać, wspierać, być blisko, dochować wierności i budować wspólną drogę, ale nie możemy odebrać mu osobowej wolności. Właśnie dlatego taka miłość jest głębsza. Nie opiera się na przymusie, lecz na darze.
Prawdziwa bliskość nie polega na tym, że człowiek zaciska dłoń tak mocno, aż druga osoba nie może oddychać. Polega raczej na tym, że potrafi trzymać czyjąś dłoń z czułością, odpowiedzialnością i szacunkiem. Miłość nie mówi: „jesteś mój, więc musisz”. Miłość mówi: „jesteś dla mnie ważny, dlatego chcę Twojego dobra”. Tam, gdzie jest taka postawa, bliskość nie staje się więzieniem, lecz przestrzenią wzajemnego wzrastania.
