STSport

Utytułowany zawodnik karate Kyokushin, wicemistrz Europy Pro Karate, uczestnik wielu walk o pasy mistrzowskie w MMA – Kamil Bazelak na swoim blogu kamilbazelak.pl, wypowiedział się na temat przebodźcowania, zmęczenia psychicznego, wypalenia. 

Wielu ludzi coraz częściej łapie się na tym, że reaguje złością na sprawy, które dawniej nie miałyby większego znaczenia. Drażni nas powolny kierowca przed nami, kolejka w sklepie, głośna rozmowa w autobusie, wiadomość bez odpowiedzi, cudzy komentarz w internecie, dziecięcy hałas, ton głosu współpracownika, a nawet zwykłe pytanie zadane w nieodpowiednim momencie. Człowiek jeszcze nie zdąży dobrze rozpocząć dnia, a już czuje, że jest na granicy wybuchu.

Łatwo wtedy powiedzieć, że ludzie stali się bardziej nerwowi, egoistyczni i niecierpliwi. W części przypadków będzie w tym trochę prawdy. Ale głębszy problem polega na tym, że współczesny człowiek bardzo często funkcjonuje w stanie ciągłego przeciążenia. Nie jest wypoczęty, spokojny i wewnętrznie uporządkowany, tylko nieustannie atakowany przez bodźce, informacje, oczekiwania i porównania. Organizm, który przez długi czas pozostaje w napięciu, w końcu zaczyna reagować nerwowo nawet na drobiazgi.

Przebodźcowanie stało się jednym z cichych problemów naszych czasów. Człowiek budzi się i niemal od razu sięga po telefon. Jeszcze zanim wstanie z łóżka, widzi wiadomości, powiadomienia, cudze opinie, reklamy, konflikty, tragedie, sukcesy znajomych i komentarze obcych ludzi. Zaczyna dzień od zalewu informacji, których nie zdążył przemyśleć, uporządkować ani od nich odpocząć. Mózg otrzymuje zbyt wiele sygnałów, a każdy z nich domaga się reakcji: odpowiedz, sprawdź, oceń, kliknij, porównaj się, zdenerwuj, zainteresuj, kup, skomentuj.

Problem polega na tym, że człowiek nie jest maszyną do przetwarzania bodźców. Potrzebuje ciszy, rytmu, odpoczynku i chwil, w których nic nie musi. Tymczasem dzisiejsza codzienność coraz rzadziej zostawia miejsce na zwykłą bezczynność. Nawet odpoczynek bywa wypełniony ekranem. Ktoś wraca zmęczony z pracy, siada na kanapie i przez godzinę przewija media społecznościowe, myśląc, że odpoczywa. W rzeczywistości jego umysł nadal pracuje, porównuje, reaguje i przyswaja kolejne obrazy. Ciało siedzi, ale głowa nie milknie.

Z tego rodzi się zmęczenie psychiczne, które często nie jest widoczne z zewnątrz. Człowiek może normalnie chodzić do pracy, rozmawiać, wykonywać obowiązki i prowadzić dom, ale wewnętrznie czuje, że ma coraz mniej siły na ludzi. Nie dlatego, że ich nienawidzi. Raczej dlatego, że każdy kolejny kontakt wymaga energii, której zaczyna brakować. Rozmowa, która kiedyś byłaby neutralna, staje się obciążeniem. Prośba bliskiej osoby brzmi jak pretensja. Zwykła różnica zdań od razu urasta do konfliktu.

Współczesna niecierpliwość ma też wymiar społeczny. Przyzwyczailiśmy się, że wiele rzeczy dzieje się natychmiast. Wiadomości dochodzą w sekundę, zakupy można zrobić bez wychodzenia z domu, film uruchamia się jednym kliknięciem, a odpowiedzi na pytania pojawiają się od razu w wyszukiwarce. To wygodne, ale zmienia nasze oczekiwania wobec rzeczywistości. Coraz trudniej znosimy opóźnienie, ciszę, czekanie i proces. Jeśli strona internetowa ładuje się kilka sekund za długo, irytujemy się. Jeśli ktoś nie odpisuje przez godzinę, czujemy się lekceważeni. Jeśli efekt nie przychodzi szybko, uznajemy, że coś jest bez sensu.

Taki sposób życia przenosi się również na relacje. Chcemy, aby inni ludzie rozumieli nas szybko, reagowali zgodnie z naszymi oczekiwaniami i nie komplikowali nam dnia. Gdy ktoś myśli inaczej, mówi wolniej, przeżywa coś inaczej albo potrzebuje więcej czasu, zaczyna nas drażnić. Coraz częściej brakuje nam cierpliwości nie tylko do obcych, ale także do najbliższych. A przecież relacje z natury wymagają czasu, powtarzalności, słuchania i znoszenia tego, że drugi człowiek nie zawsze będzie wygodny.

Dużą rolę odgrywają tu media społecznościowe. Internet nauczył nas szybkiego oceniania. Jedno zdanie, jedno zdjęcie, jeden komentarz wystarczą, aby uznać kogoś za mądrego, głupiego, dobrego, złego, wartościowego albo godnego pogardy. W sieci łatwo zapomnieć, że po drugiej stronie jest człowiek z własną historią, zmęczeniem, lękami i ograniczeniami. Kiedy codziennie ćwiczymy szybkie osądzanie innych w internecie, później trudniej zachować wyrozumiałość także poza ekranem.

Nie bez znaczenia jest również presja sukcesu. Współczesny człowiek często żyje z poczuciem, że powinien być bardziej produktywny, lepiej zorganizowany, zdrowszy, atrakcyjniejszy, bogatszy i bardziej spełniony. Widzi cudze osiągnięcia, cudze wakacje, cudze remonty, cudze związki i cudze idealnie pokazane życie. Nawet jeśli rozumie, że to tylko fragment rzeczywistości, emocjonalnie może odbierać to jako dowód własnych braków. Z czasem rodzi się napięcie, a napięty człowiek łatwo wybucha.

Irytacja bardzo często jest więc nie tyle pierwszą emocją, ile przykrywką dla innych stanów. Pod złością może kryć się zmęczenie, bezradność, smutek, poczucie niedocenienia, samotność albo lęk. Człowiek mówi: „wszyscy mnie denerwują”, ale czasem prawdziwsze byłoby zdanie: „jestem przeciążony i nie mam już siły”. Złość bywa łatwiejsza do pokazania niż słabość. Łatwiej krzyknąć, niż przyznać, że człowiek jest wyczerpany.

To dlatego tak wiele konfliktów wybucha nie z powodu wielkich spraw, ale z powodu drobiazgów. Źle odłożony kubek, nieodebrany telefon, spóźnienie, ton wypowiedzi, bałagan w pokoju czy jedno niefortunne zdanie stają się zapalnikiem. Prawdziwym problemem nie jest jednak sam kubek ani jedna wiadomość. Problemem jest nagromadzone napięcie, którego nikt wcześniej nie nazwał. Drobiazg tylko otwiera drzwi emocjom, które od dawna stały pod progiem.

Socjologicznie widać tu jeszcze jeden problem: osłabienie wspólnoty. Dawniej człowiek częściej żył w przewidywalnych strukturach rodzinnych, sąsiedzkich, religijnych i lokalnych. Oczywiście nie były one idealne, ale dawały pewien rytm i poczucie zakorzenienia. Dziś wielu ludzi żyje bardziej samotnie, nawet jeśli formalnie są otoczeni innymi. Kontakty są częstsze, ale płytsze. Rozmów jest więcej, ale mniej w nich prawdziwego spotkania. Człowiek przebodźcowany i samotny jednocześnie staje się bardziej drażliwy, bo brakuje mu bezpiecznej przestrzeni, w której mógłby spokojnie rozładować napięcie.

Niecierpliwość ma także wymiar etyczny. Kiedy jesteśmy zmęczeni i rozdrażnieni, łatwiej traktujemy innych jak przeszkody. Kasjerka jest za wolna, dziecko za głośne, starszy człowiek za nieporadny, kierowca za ostrożny, współpracownik za mało domyślny, a bliski zbyt wymagający. W takim stanie drugi człowiek przestaje być osobą, a zaczyna być problemem do usunięcia z naszej drogi. To niebezpieczny moment, bo od zwykłej irytacji łatwo przejść do pogardy.

Cierpliwość nie polega na tym, że człowiek nigdy się nie denerwuje. Nie oznacza też zgody na krzywdę, manipulację czy brak szacunku. Jest raczej umiejętnością zatrzymania się między bodźcem a reakcją. Ktoś coś powiedział, coś poszło nie po naszej myśli, ktoś nas zirytował — ale zanim odpowiemy ostro, możemy zadać sobie pytanie: czy naprawdę chodzi o tę sytuację, czy jestem po prostu zmęczony? Czy ta osoba rzeczywiście mnie atakuje, czy ja już wcześniej byłem napięty? Czy moja reakcja będzie adekwatna, czy tylko rozładuję na kimś własne przeciążenie?

Taka chwila zatrzymania może wydawać się drobiazgiem, ale w praktyce zmienia bardzo wiele. Człowiek zaczyna odróżniać realny problem od własnego stanu emocjonalnego. Nie zawsze uda się powstrzymać złość, ale można nauczyć się szybciej ją rozpoznawać. Można zauważyć, że najłatwiej wybuchamy wtedy, gdy jesteśmy niewyspani, głodni, przepracowani, po długim czasie spędzonym w internecie albo po dniu pełnym napięcia.

Jednym z najprostszych sposobów walki z przebodźcowaniem jest odzyskanie ciszy. Nie chodzi od razu o wielkie życiowe rewolucje. Czasem wystarczy nie zaczynać dnia od telefonu, wyłączyć część powiadomień, zrobić krótki spacer bez słuchawek, zjeść posiłek bez ekranu albo przez kilka minut posiedzieć w ciszy. Dla człowieka przyzwyczajonego do ciągłego hałasu takie chwile mogą być początkowo trudne, a nawet nieprzyjemne. Dopiero po pewnym czasie okazuje się, że umysł zaczyna oddychać.

Warto również wrócić do zwykłej rozmowy. Nie każda wymiana zdań musi być szybka, błyskotliwa i praktyczna. Czasem potrzeba rozmowy bez celu, bez udowadniania racji i bez natychmiastowego oceniania. W świecie, który uczy nas reagować natychmiast, spokojne słuchanie drugiego człowieka staje się jedną z najważniejszych umiejętności społecznych.

Człowiek, który chce odzyskać cierpliwość, musi też uczciwie spojrzeć na własne granice. Nie da się być spokojnym, jeśli stale żyje się ponad siły. Nie da się dobrze traktować innych, jeśli samemu jest się chronicznie wyczerpanym. Odpoczynek nie jest lenistwem, ale warunkiem normalnego funkcjonowania. Sen, ruch, modlitwa, spacer, rozmowa, czas bez ekranu, uporządkowany dzień — to nie są banalne dodatki do życia, ale podstawowe elementy higieny psychicznej.

Dzisiejszy świat prawdopodobnie nie stanie się nagle wolniejszy, cichszy i bardziej cierpliwy. Tym bardziej trzeba świadomie chronić w sobie przestrzeń, w której człowiek nie jest tylko odbiorcą bodźców, pracownikiem, konsumentem i użytkownikiem internetu. Potrzebujemy miejsc i chwil, w których możemy być po prostu ludźmi — zmęczonymi, niedoskonałymi, potrzebującymi odpoczynku i bliskości.

Jeżeli wszystko nas drażni, nie zawsze oznacza to, że świat stał się nie do zniesienia. Czasem oznacza to, że my sami zbyt długo żyliśmy bez ciszy, odpoczynku i prawdziwego kontaktu z drugim człowiekiem. Złość może być sygnałem ostrzegawczym. Może mówić: zatrzymaj się, jesteś przeciążony, potrzebujesz oddechu. Warto jej posłuchać, zanim zaczniemy ranić ludzi, którzy wcale nie są naszymi wrogami.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.