STSport

Bloger, zawodnik karate i innych sportów walki – Kamil Bazelak (46 l.) napisał na swojej stronie internetowej kamilbazelak.pl ciekawy post, o tym, dlaczego nie należy łączyć wiary z polityką.

Wiara i polityka dotyczą ważnych obszarów ludzkiego życia, jednak nie powinny być ze sobą utożsamiane. Wiara odnosi człowieka do Boga, sumienia, prawdy, odpowiedzialności moralnej i życia wiecznego. Polityka natomiast zajmuje się organizowaniem życia społecznego, sprawowaniem władzy, stanowieniem prawa oraz rozwiązywaniem bieżących problemów państwa. Chrześcijanin może interesować się polityką, uczestniczyć w wyborach i wypowiadać się w sprawach publicznych, ale powinien zachować ostrożność, aby żadnej partii, ideologii ani przywódcy nie nadać znaczenia, które należy się wyłącznie Bogu.

Największe zagrożenie pojawia się wtedy, gdy wiara zaczyna być wykorzystywana jako narzędzie walki politycznej. Religijne symbole, cytaty biblijne i autorytet Kościoła mogą zostać użyte nie po to, by prowadzić ludzi do Boga, lecz po to, by zdobywać poparcie wyborców, wzmacniać określone ugrupowanie albo przedstawiać przeciwników politycznych jako ludzi gorszych, niemoralnych czy wręcz wrogich wierze. W takiej sytuacji Ewangelia przestaje być Dobrą Nowiną dla wszystkich, a staje się elementem partyjnej propagandy. Wiara traci swoją niezależność i zostaje podporządkowana doraźnym interesom.

Żadna partia polityczna nie jest Kościołem, a żaden program wyborczy nie jest Ewangelią. Partie tworzą ludzie, dlatego ich działania zawsze są niedoskonałe, zmienne i podatne na błędy. Ugrupowanie, które dziś przedstawia się jako obrońca wartości chrześcijańskich, jutro może podejmować decyzje sprzeczne z zasadami sprawiedliwości, uczciwości, miłosierdzia czy poszanowania godności człowieka. Bezwarunkowe utożsamienie wiary z jedną opcją polityczną sprawia, że człowiek może przestać oceniać jej działania krytycznie. Zamiast pytać, czy określona decyzja jest zgodna z sumieniem i Ewangelią, zaczyna bronić wszystkiego, co robi „jego” strona.

Mieszanie polityki z wiarą prowadzi również do niepotrzebnych podziałów wewnątrz wspólnot religijnych. W jednym Kościele mogą spotykać się ludzie o różnych poglądach społecznych i politycznych. Łączy ich nie przynależność partyjna, lecz wiara w Chrystusa. Jeżeli kazanie, nabożeństwo albo działalność duszpasterska zaczynają służyć promowaniu jednej opcji politycznej, osoby myślące inaczej mogą poczuć się odrzucone, podejrzane lub niegodne pełnego uczestnictwa we wspólnocie. Kościół, który powinien prowadzić do pojednania, może wówczas powielać konflikty obecne w społeczeństwie.

Jezus nie stworzył programu partyjnego i nie podporządkował swojej misji żadnemu z ówczesnych stronnictw. Głosił Królestwo Boże, wzywał do nawrócenia, miłości, przebaczenia i troski o potrzebujących. Nie oznacza to, że wiara ma być obojętna wobec niesprawiedliwości. Przeciwnie, chrześcijanie powinni zabierać głos w obronie pokrzywdzonych, ubogich, prześladowanych i pozbawionych godności. Powinni przypominać rządzącym o odpowiedzialności, prawdzie i moralności. Muszą jednak czynić to niezależnie od tego, kto sprawuje władzę. Kościół, który krytykuje nadużycia jednej partii, a usprawiedliwia takie same działania innej, traci wiarygodność.

Rozdzielenie wiary od partyjności nie oznacza usunięcia chrześcijańskich wartości z życia publicznego. Człowiek wierzący nie powinien zostawiać sumienia przed wejściem do lokalu wyborczego, urzędu, parlamentu czy miejsca pracy. Jego wiara może wpływać na sposób myślenia o sprawiedliwości, pokoju, ochronie życia, rodzinie, wolności, odpowiedzialności społecznej i pomocy słabszym. Różnica polega na tym, że wartości te powinny być punktem odniesienia przy ocenie wszystkich ugrupowań, a nie własnością jednej z nich.

Politycy również nie powinni być traktowani jak duchowi przywódcy ani zbawcy narodu. Każda władza wymaga kontroli, a każdy człowiek sprawujący urząd może popełniać błędy. Gdy lider polityczny zostaje otoczony niemal religijnym kultem, jego zwolennicy przestają dostrzegać jego słabości, a krytykę uznają za zdradę. Chrześcijaństwo przypomina natomiast, że żaden człowiek nie jest nieomylny i że najwyższe posłuszeństwo należy się Bogu, a nie partii, państwu czy przywódcy.

Zbyt ścisłe połączenie Kościoła z konkretną władzą szkodzi również ewangelizacji. Osoby rozczarowane daną partią mogą zacząć odrzucać także religię, jeżeli wcześniej przedstawiano im obie rzeczy jako nierozłączne. Młodzi ludzie mogą uznać, że chrześcijaństwo jest jedynie ideologią polityczną albo narzędziem kontroli społecznej. Tymczasem przesłanie Ewangelii jest znacznie większe niż spory wyborcze, kadencje parlamentarne i zmieniające się rządy. Partie powstają i upadają, przywódcy odchodzą, a wiara nie może być uzależniona od ich sukcesów lub porażek.

Dojrzały chrześcijanin może mieć określone poglądy polityczne, ale nie powinien uważać, że każdy wierzący musi głosować tak samo jak on. W wielu sprawach społecznych ludzie mogą zgadzać się co do wartości, a różnić się w ocenie najlepszych sposobów ich realizacji. Jedni będą kładli większy nacisk na pomoc państwa, inni na odpowiedzialność jednostki i wspólnot lokalnych. Sama różnica poglądów nie musi oznaczać braku wiary, złej woli ani moralnej niższości.

Dlatego lepiej nie mieszać polityki z wiarą w taki sposób, który podporządkowuje Ewangelię interesom jednej partii. Wiara powinna kształtować sumienie, uczyć odpowiedzialności i pomagać oceniać życie publiczne, ale musi zachować wolność wobec każdej władzy. Zadaniem Kościoła nie jest wskazywanie ludziom, na kogo mają głosować, lecz głoszenie Słowa Bożego, przypominanie o godności człowieka, piętnowanie niesprawiedliwości i budowanie pojednania. Chrześcijaństwo może wnosić do polityki wartości, ale nie powinno stawać się partyjnym sztandarem. Tylko wtedy zachowa swoją wiarygodność i będzie mogło przemawiać do wszystkich, niezależnie od ich politycznych sympatii.

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.