Weteran sztuk walki Kamil Bazelak (45 l.) napisał na swoim blogu, o jednym z najtrudniejszych doświadczeń człowieka, jakim jest lęk. Zawodnik bez ogródek wymienia stany lękowe, które nierzadko są przyczyną późniejszej depresji.

Jednym z trudniejszych doświadczeń psychicznych jest lęk, który pojawia się bez jasnej przyczyny. Człowiek siedzi w domu, jedzie samochodem, idzie do pracy, kładzie się spać albo rozmawia z bliskimi, a mimo to czuje napięcie. Serce bije szybciej, oddech staje się płytszy, myśli przyspieszają, ciało jest gotowe do ucieczki, choć nie ma widocznego zagrożenia. W głowie pojawia się pytanie: skoro nic złego się nie dzieje, dlaczego ja ciągle się boję?
Warto zacząć od tego, że lęk nie zawsze działa logicznie. Strach zwykle ma konkretny przedmiot. Boimy się psa, nadjeżdżającego samochodu, choroby, egzaminu albo trudnej rozmowy. Lęk bywa bardziej rozlany. Nie zawsze wskazuje palcem na jedną rzecz. Czasem jest raczej ogólnym poczuciem zagrożenia, jakby organizm mówił: „uważaj, coś jest nie tak”, choć rozum nie potrafi znaleźć powodu. WHO opisuje zaburzenia lękowe jako jedne z najczęstszych zaburzeń psychicznych na świecie i wskazuje, że mogą one wiązać się z nadmiernym lękiem, obawami oraz objawami fizycznymi utrzymującymi się przez dłuższy czas.
Taki lęk bardzo często pojawia się u ludzi, którzy przez długi czas żyli w napięciu. Organizm człowieka nie jest stworzony do nieustannej gotowości. Jeśli przez wiele miesięcy albo lat ktoś funkcjonuje pod presją pracy, konfliktów rodzinnych, problemów finansowych, choroby, odpowiedzialności za innych albo ciągłego pośpiechu, jego układ nerwowy może przyzwyczaić się do alarmu. Nawet wtedy, gdy sytuacja się uspokaja, ciało nadal zachowuje się tak, jakby zagrożenie trwało. To dlatego niektórzy ludzie zaczynają odczuwać lęk dopiero wtedy, gdy „powinni” odpocząć. W ciągu dnia działają, rozwiązują problemy i trzymają się w garści, a wieczorem, gdy robi się ciszej, napięcie wychodzi na powierzchnię.
Lęk bez powodu często nie jest więc naprawdę bez powodu. Raczej jego powód nie jest od razu widoczny. Może nim być przemęczenie, brak snu, przeciążenie obowiązkami, samotność, tłumione emocje albo życie w poczuciu, że ciągle trzeba być silnym. Człowiek może nie płakać, nie krzyczeć i nie mówić nikomu, że jest mu ciężko, ale ciało i tak zapisuje napięcie. Jeśli przez długi czas udajemy, że wszystko jest w porządku, psychika może w końcu zacząć mówić własnym językiem: przez ucisk w klatce piersiowej, ścisk w żołądku, bezsenność, drażliwość albo ciągły niepokój.
Wielu ludzi myli lęk ze słabością charakteru. Mówią sobie: „weź się w garść”, „inni mają gorzej”, „nie przesadzaj”, „nie masz powodu się bać”. Takie zdania rzadko pomagają. Częściej powodują dodatkowe poczucie winy. Człowiek nie tylko się boi, ale jeszcze zaczyna wstydzić się tego, że się boi. Tymczasem lęk jest sygnałem, którego nie warto wyśmiewać ani zagłuszać. Nie każdy lęk mówi prawdę o rzeczywistości, ale każdy mówi coś o stanie człowieka. Może informować, że jesteśmy przeciążeni, samotni, niewyspani, pozbawieni wsparcia albo od dawna żyjemy w sposób, który przekracza nasze siły.
Częstą przyczyną ciągłego lęku jest potrzeba kontroli. Człowiek chciałby przewidzieć wszystko: zdrowie, pieniądze, przyszłość dzieci, bezpieczeństwo rodziny, sytuację w pracy, reakcje innych ludzi i własne emocje. Im bardziej próbuje wszystko zabezpieczyć, tym wyraźniej odkrywa, że życie wymyka się pełnej kontroli. Wtedy pojawia się napięcie. Umysł zaczyna produkować scenariusze: a co jeśli zachoruję, a co jeśli stracę pracę, a co jeśli ktoś mnie odrzuci, a co jeśli stanie się wypadek, a co jeśli nie dam rady? Niektóre z tych pytań są rozsądne, ale gdy powracają bez końca, nie prowadzą do rozwiązania, tylko do wyczerpania.
Lęk może być również skutkiem doświadczeń z przeszłości. Osoba, która dorastała w domu pełnym krzyku, nieprzewidywalności, krytyki albo chłodu emocjonalnego, może w dorosłym życiu stale wypatrywać zagrożenia. Nawet spokojna sytuacja nie daje jej pełnego poczucia bezpieczeństwa, bo układ nerwowy nauczył się, że spokój bywa tylko chwilą przed kolejnym wybuchem. Ktoś taki może źle znosić ciszę, napięcie w rozmowie, opóźnioną odpowiedź na wiadomość albo czyjś zmieniony ton głosu. Rozum mówi: „nic się nie dzieje”, ale ciało pamięta dawne doświadczenia i reaguje wcześniej niż myśl.
Niepokój nasila się także w świecie, który stale dostarcza powodów do martwienia się. Wiadomości, media społecznościowe, konflikty, choroby, kryzysy ekonomiczne, wojny, katastrofy i cudze dramaty docierają do człowieka codziennie. Dawniej ludzie wiedzieli głównie o tym, co działo się w ich najbliższym otoczeniu. Dziś w kilka minut można zobaczyć cierpienie z całego świata. Wrażliwy człowiek może nosić w sobie lęk, który nie dotyczy jednej sprawy, ale całej atmosfery niepewności. Żyje normalnie, ale gdzieś w tle stale czuje, że świat jest kruchy.
Trzeba też pamiętać, że lęk ma wymiar fizyczny. Brak snu, nadmiar kawy, alkohol, brak ruchu, przewlekły stres, niektóre choroby i ogólne zaniedbanie organizmu mogą wzmacniać objawy niepokoju. Człowiek czasem szuka wyłącznie psychologicznych wyjaśnień, a jego ciało jest po prostu przeciążone. Nie oznacza to, że lęk można sprowadzić tylko do biologii. Oznacza raczej, że psychika i ciało są ze sobą połączone. Nie da się długo żyć w napięciu, źle spać, nie odpoczywać i oczekiwać, że umysł pozostanie spokojny.
Bardzo bolesne jest to, że lęk potrafi odebrać radość z życia, nawet jeśli z zewnątrz wszystko wygląda dobrze. Człowiek jedzie na urlop, ale nie umie odpocząć. Spotyka się z bliskimi, ale myślami jest przy możliwych problemach. Kładzie się spać, ale zamiast zasnąć, analizuje przyszłość. Ma dobre chwile, ale natychmiast pojawia się pytanie, jak długo potrwa spokój. Lęk nie zawsze zabiera człowiekowi obowiązki. Często pozwala mu działać, ale odbiera lekkość.
W takiej sytuacji pierwszym krokiem nie musi być wielka życiowa rewolucja. Czasem trzeba zacząć od nazwania swojego stanu. Zamiast mówić: „wariuję” albo „jestem słaby”, można powiedzieć: „mój organizm jest w napięciu”, „czuję lęk”, „potrzebuję się zatrzymać”. Samo nazwanie emocji pomaga odzyskać dystans. Lęk przestaje być wtedy całym światem, a staje się doświadczeniem, które można obserwować i z którym można coś zrobić.
Pomocne bywa także sprawdzenie, co lęk próbuje powiedzieć. Nie chodzi o to, aby wierzyć każdej katastroficznej myśli. Chodzi o uczciwe pytanie: czy jestem przemęczony? Czy od dawna nie odpoczywam? Czy tłumię złość albo smutek? Czy żyję pod presją, której nie nazywam? Czy boję się czegoś konkretnego, ale odsuwam to od siebie? Czy potrzebuję rozmowy z kimś mądrym i życzliwym? Lęk czasem przypomina dym. Nie zawsze pokazuje dokładnie, gdzie jest ogień, ale sugeruje, że warto się rozejrzeć.
W codziennym życiu znaczenie mają proste rzeczy, choć często je lekceważymy. Regularny sen, ograniczenie nadmiaru informacji, spacer, spokojny oddech, rozmowa z bliską osobą, modlitwa, uporządkowanie dnia i rezygnacja z ciągłego sprawdzania telefonu mogą obniżyć poziom napięcia. Nie są magicznym lekarstwem na poważne zaburzenia lękowe, ale tworzą podstawę, bez której trudno odzyskać równowagę. Człowiek potrzebuje rytmu i bezpieczeństwa. Jeśli każdy dzień jest chaosem, psychika zaczyna żyć w alarmie.
Ważne jest również, aby nie zostawać z lękiem całkowicie samemu. Nie każdy zrozumie, ale warto szukać osób, które potrafią słuchać bez wyśmiewania i natychmiastowego pouczania. Czasem jedno spokojne zdanie wypowiedziane do drugiego człowieka przynosi ulgę: „ostatnio często czuję niepokój i nie wiem dlaczego”. Lęk rośnie w samotności, bo wtedy człowiek zostaje sam ze swoimi myślami. Rozmowa nie zawsze rozwiązuje problem, ale może przerwać błędne koło milczenia i wstydu.
Są jednak sytuacje, w których warto skorzystać z profesjonalnej pomocy. Jeśli lęk trwa długo, nasila się, utrudnia pracę, sen, relacje, wychodzenie z domu albo normalne funkcjonowanie, rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą lub lekarzem może być bardzo ważna. NFZ informuje, że przy problemach psychicznych, stanach lękowych czy kryzysach można szukać profesjonalnej pomocy psychiatrycznej. Nie jest to powód do wstydu. Tak jak człowiek idzie do lekarza z bólem serca, tak samo może szukać pomocy, gdy cierpi jego psychika.
Lęk nie musi oznaczać, że człowiek jest zepsuty, słaby albo skazany na życie w ciągłym napięciu. Może być sygnałem, że coś wymaga troski. Czasem trzeba zwolnić, czasem uporządkować życie, czasem przestać udawać przed sobą, że wszystko jest dobrze, a czasem poprosić o pomoc. Najgorsze, co można zrobić, to pogardzać samym sobą za własny niepokój. Jeżeli więc ciągle czujesz lęk, chociaż nic złego się nie dzieje, nie zaczynaj od oskarżania siebie. Spróbuj potraktować ten stan jako wiadomość od organizmu i duszy. Może za długo żyłeś w napięciu. Może zbyt wiele nosisz sam. Może potrzebujesz odpoczynku, rozmowy, leczenia, modlitwy albo zmiany rytmu życia. Lęk nie musi mieć ostatniego słowa. Może stać się początkiem drogi do większej uczciwości wobec siebie, większej troski o własne granice i głębszego pokoju, którego nie daje sama kontrola nad światem.
