STSport

W grudniu tego roku minie dokładnie sześć lat od debiutu Mariusz Pudzianowskiego w MMA. Debiutu, który zmienił nie tylko polskie MMA, ale również samego „Pudziana”.

KSW24: MARIUSZ PUDZIANOWSKI SEAN MCCORKLE

W 2009 roku Mariusz Pudzianowski pojawił się w ringu Konfrontacji Sztuk Walki, jako najsilniejszy człowiek świata i wielokrotny mistrz strongmanów. Po zdemolowaniu, w niecałą minutę, Marcina Najmana, Mariusz wyszedł z ringu jako „Dominator”, którym był przez wiele lat nazywany. Pewność siebie i pierwsze zwycięstwo w MMA dodały skrzydeł zawodnikowi z Białej Rawskiej, który postanowił również w mieszanych sztukach walki zostać mistrzem. Po debiucie pojawiło się sporo pytań o możliwość konfrontowania się Pudzianowskiego z najlepszymi zawodnikami MMA, a odpowiedzi na nie mieliśmy uzyskać niebawem.

Pierwsza z nich nadeszła pięć miesięcy później, gdy Mariusz starł się z Yusuke Kawaguchim. Pojedynek trwał całe dwie rundy i uwidocznił ograniczenia drzemiące w potężnym ciele byłego strongmana. MMA surowo zweryfikowało możliwości fizyczne i techniczne „Pudziana”. Dosadniejsza odpowiedź nadeszła jednak dwa tygodnie później z USA. Tam Mariusz zawalczył z byłym mistrzem UFC i poniósł sromotną porażkę. Bycie strongmanem i pełnoprawnym zawodnikiem MMA okazało się nie do pogodzenia. Pudzianowski stanął przed koniecznością zaakceptowania tego, że pomimo wielu tytułów mistrza świat, musi odłożyć je na półkę, by ponownie zostać żółtodziobem, w zupełnie nowym świecie mieszanych sztuk walki. Mariusz pokazał serce, upór, determinację podejmując to wyzwanie i krok po kroku, zaczął od samego dołu, mozolnie budować swoją nową karierę sportową.
Kolejne trzy lata okazały się trudną pracą nad zmianą podejścia do treningów, zmniejszeniem masy ciała i techniką. W tym czasie „Pudzian” pokonał Erica Escha, Boba Sappa i Christosa Piliafasa, przegrał jednak z Jamesem Thompsonem i Seanem McCorklem. Wtedy wydawało się, że praca Mariusza, jest zadaniem iście syzyfowym. We wrześniu 2013 roku, podczas gali KSW 24 nastąpił jednak przełom. Mariusz stanął do rewanżowego starcia z Seanem McCorklem i nie tylko je wygrał w dobrym stylu, ale pokazał, że na przestrzeni dziesięciu minut wydolnościowo daje radę.
Podczas KSW 27: Cage Time, Pudzianowski stanął przed kolejnym wyzwaniem. Tym razem starł się w klatce z innym byłym strongmanem Olim Thompsonem. I tym razem, po pełnych dziesięciu minutach, to ręka Mariusza powędrowała w górę.
Pod koniec 2014 roku KSW zawitało do Krakowa i największej hali w Polsce, oferując kibicom pojedynek, który wisiał w powietrzu od dłuższego czasu. Mariusz Pudzianowski i legenda polskiego judo Paweł Nastula wreszcie spotkali się w klatce. I choć kilka lat wcześniej nikt nie dawałby „Pudzianowi” żadnych szans w takim pojedynku, wtedy sprawa nie była już tak oczywista. Dla Mariusza nie tylko przeciwnik, ale również czas trwania walki miał być ogromnym wyzwaniem. Po dwóch rundach emocjonującego starcia, sędziowie orzekli bowiem remis i dopiero w dogrywce „Pudzian” odniósł najcenniejsze zwycięstwo w karierze.

Po krakowskim zwycięstwie zaczęły pojawiać się głosy o możliwym starciu mistrzowskim z Karolem Bedorfem. Wcześniej jednak Mariusz musiał podążyć drogą wyznaczoną przez mistrza i zawalczyć z pokonanym przez niego Rollesem Gracie. Nikt chyba nie spodziewał się jednak, że „Pudzian” nie tylko poradzi sobie z tak znanym nazwiskiem, ale że zrobi to w imponującym stylu. Nokaut jaki Mariusz zafundował swojemu przeciwnikowi zakończył pojedynek w dwudziestej siódmej sekundzie i spowodował, że już otwarcie zaczęto mówić o walce z Karolem Bedorfem.
Zanim jednak dojdzie do tego, że Mariusz Pudzianowski stanie przed możliwością zdobycia pasa mistrzowskiego w wadze ciężkiej, będzie musiał, podczas gali KSW 32: Road to Wembley, pokonać ostatniego przeciwnika Bedorfa, Petera Grahama. Już niedługo przekonamy się zatem czy bardzo doświadczony kick-bokser pokrzyżuje mistrzowskie plany zawziętego i zdeterminowanego „Pudziana”.

źródło:KSW

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.