STSport

Po ostatnich wydarzeniach bokserskich w Polsce, odnoszę wrażenie iż sytuacja na rynku pięściarskim w naszym kraju znów po latach zrobiła się naprawdę ciekawa. Ciekawa z dwóch względów, ale po kolei. Faktem niezaprzeczalnym jest to, że poziom boksu (światowego, nie tylko w naszym rodzimym kraju) znacząco osłabł, nie mówiąc o jego popularności, którą malaje na przestrzeni lat powoli, ale sukcesywnie. Andrzej Gmitruk, w jednym z wywiadów stwierdził nawet, iż MMA już teraz wyprzedziło boks w rozmachu organizacji swoich imprez, z czym ja osobiście również się bym zgodził. Nadzieją napawa mnie jednak fakt, iż sytuacja w polskiej wadze ciężkiej robi się ciekawa, bo po pierwsze – dość wyrównana, ciężko wytypować niepodważalny numer jeden w naszym kraju. Porównacie sobie tę sytuację, drodzy czytelnicy z czasami jak Andrzej Gołota bił się szczytach wagi ciężkiej w jej złotych czasach, potem dłuuugo nic, aż napotykamy żyjącego w wiecznym kompleksie Andrzeja – Przemysława Saletę. Swoją drogą myślę, że szkoda, iż w 2005 roku nie doszło do ich walki bo pomimo że popularny „Chemek” tak głośno odgrażał się Andrzejowi, że ten nie ma z nim szans i takie tam różne opowieści dziwnej treści, bo gdyby doszło do tego pojedynku, to „Andrew” prawdopodobnie zamknął by buzię Salecie raz na zawsze, rozwiewając wszelkie wątpliwości na wieki wieków. Oczywiście w walce wszystko zdarzyć się może, ale pytanie czy Saleta sam wierzył w to co wtedy mówił, pozostanie retorycznym.

W ostatnich latach oprócz wspomnianego Andrzeja, kilku już polskich pięściarzy dostało szansę walki o tytuł. Albert Sosnowski, Mariusz Wach, Tomasz Adamek, Artur Szpilka, czy choćby Andrzej Wawrzyk, choć do jego walki z Wilderem ostatecznie nie doszło. Parę tygodni temu „Szpila”, pomimo iż był faworytem starcia, ponadto uchodził za „Polską nadzieję wagi ciężkiej” przegrał z w Adamem Kownackim w Stanach. „Góral” natomiast zmienił trenera i łatwo pokonał Nowo Zelandczyka – Salomona Haumono w imponującym stylu, tak jakby wrócił stary, szybki Tomek, za czasów swojej formy. Wydaję się więc, iż Kownacki po pokonaniu Szpilki, wysuwa się 1 miejsce polskich ciężkich bokserów, następnie Adamek z nowym trenerem, dopiero potem rozbity po porażce Szpila, który w walce z Adamem nie pokazał prawie nic. Miejsce 3/4 natomiast zostawmy na później.

Albert Sosnowski za to, w programie „Puncher” dość sensacyjnie wyraził chęć walki z „Góralem”, co gdyby do niej doszło – dla przegranego tego pojedynku zakończyło by definitywnie karierę bokserską, przynajmniej na wysokim poziomie. Mariusz Wach dziś dopiero mówił w jednym z wywiadów, że chciałby wystąpić na PBN, więc broni jeszcze nie składa, a Wawrzyk? Prawdę mówiąc, sądziłem, że nie ma szans wbić się na szczyt, że poprostu pewnego poziomu nie przeskoczy już, pomimo tego iż jest solidnym, dobrym bokserem. Zastopowała go niedawna afera z dopingiem, no i co jest dość przykre – Andrzeja Wawrzyka do dziś wielu kibiców kojarzy poprzez walkę z Marcinem Najmanem o międzynarodowe mistrzostwo Polski przed wielu laty…Co dalej z Andrzejem czas pokaże, ja mam nadzieję, że szansę jeszcze dostanie i my jako portal STsport.pl szczerze życzymy rodakowi.

Celowo na końcu zostawiłem Krzysztofa Zimnocha, albowiem jest to moim zdaniem pięściarz mocno nie doceniany, a bardzo dobry, w dodatku jak jeszcze bardziej poprawi siłę swoich ciosów. O Krzysztofie było głośno przedewszystkim poprzez medialny konflikt ze „Szpilą” parę lat temu, konflikt co należy podkreślić – wywołany tylko przez Artura.    „To ja stworzyłem Zimnocha, który jest zwykłym bumem”- mawiał Szpilka. Stworzyło to Krzyśkowi sytuację, w której moim zdaniem zostawał jakby nieco w cieniu, tymbardziej w obliczu długiej przerwy od boksu. I tak oto, w pierwszym starciu Zimnocha z Mollo, sędzia popełnił ewidentny błąd co kosztowało Zimnocha porażkę, i dopiero gdy ten sam sędzia odstawił manianę w starciu Tomasza Adamka z Ericem Moliną, to zaczęło się mówić o sędziu Jankowiaku. Myślę, że ten fakt odpowiednio ilustruję podejście do Krzysztofa Zimnocha w Polsce. Tymczasem, ten niby „konfitura” ,”frajer”, „Zimna” jak Krzysztofa obraża Artur Szpilka, wbija się między 3 i 4 miejscem wagi ciężkiej w Polsce, a kto wie czy nie jeszcze wyżej. Mądrze prowadzona kariera która nie zawsze układa się kolorowo (swego czasu życie sportowe Krzysztofa przypominało drogę przez cierń), spokojne dochodzenie do celów, sukcesywnie budowanie rekordu może spowodować, iż niebawem doczekamy się walki Zimnoch – Szpilka. Starcia które moim zdaniem, w zaistniałej sytuacji – faworytem byłby właśnie Zimnoch, wszakże jeśli by pokonał Szpilę zamknął by mu jadaczkę na zawsze, bo żeby to „sztywny git” przegrał z „frajerem”, no tego duma Artura by raczej nie wytrzymała… Warto dodać, iż w tej sytuacji tylko Artur się uparł na publiczne obrażanie Krzysztofa, inny to „wielki git” i intelektualista – Artur Binkowski wycofał swoje oskarżenia w stosunku do Krzysia, a na różnych forach internetowych, także tych „sztywnych i kumatych” Krzysztofa Zimnocha bronili nawet internauci, iż to co powiedział w sądzie, nie jest oznaką „frajerstwa”. Ja oczywiście w szczegóły nie wchodzę, Szpilce kibicuję i generalnie lubię te postać, ale jak to będzie, jak „bum” i „frajer” jak od lat upiera się Artur w stosunku do Zimnocha, pokona wielkiego gita w polskim boksie? Być może, ciekawie na tyle, iż może to właśnie podreperuje zainteresowanie „szermierką na pięści” w naszym kraju, dotrzymując kroku MMA.

Grzegorz Prokop.

 

                     

Leave a Reply