STSport

Jeśli dojdzie do walki Tomasza Adamka z Arturem Szpilką wielu będzie ją porównywać z pojedynkiem „Górala” z Andrzejem Gołotą. Ale to błąd. Adamek wciąż jest klasowym bokserem, a Gołota w 2009 roku był już cieniem samego siebie.

Janusz Pindera

Cała historia zawodowego bosku, to wielkie walki młodych wilków ze starymi lisami. Młodzi najczęściej wychodzili z nich górą, ale  bywało, że starzy przypominali sobie swoje najlepsze chwile i wtedy młode wilki miały problemy. Archie Moore był wielkim mistrzem, uczył zawodowego boksu Cassiusa Claya (później znanego jako Muhammad Ali), ale jak spotkali się w walce nie miał nic do powiedzenia. To samo Liston, postrach zawodowych ringów. Przegrał z młodym Alim obie walki przed czasem, choć chyba nigdy nie dowiemy się jakie okoliczności towarzyszyły tym wydarzeniom.

Mike Tyson też nie miał litości do starych mistrzów, szczególnie jeśli wcześniej nie okazali jej jego idolowi, Alemu. Chodzi oczywiście o Larry’ego Holmesa, który sponiewierał największego z największych w jego przedostatnim pojedynku. Tyson miał wtedy 15 lat i kiedy się o tym dowiedział łzy lały mu się z oczu. Miał ponoć obiecać, że kiedyś pomści Alego i jeśli faktycznie, tak było, to dotrzymał słowa. Inna sprawa, że Holmes obijał Alego ze złamanym sercem. Znał go przecież doskonale, wiele lat był jego sparingpartnerem, lubili się i szanowali poza ringiem. Holmes miał nadzieję, że sędzia szybciej przerwie męczarnie Alego, liczył, że jego narożnik rzuci ręcznik, ale oczekiwania były zbyt długie. Ali zapłacił wtedy zbyt wysoką cenę za swoje męstwo.

Michael Moorer w 1994 roku do końca nie wierzył, że stary, 46. letni George Foreman może go znokautować, prowadził przecież wysoko na punkty i zgubiła go pycha. Jeden cios jednego z największych siłaczy wagi ciężkiej załatwił sprawę. Moorer, pierwszy mańkut na tronie tej kategorii stracił wszystkie pasy, a Foreman, najmocniej bijący pastor w historii, na trwałe zapisał się w dziejach tej dyscypliny.

Takich przykładów jest mnóstwo. Lepiej wróćmy więc na polskie podwórko. Pamiętam doskonale jakie emocje towarzyszyły walce Gołoty z Adamkiem w 2009 roku. Naprawdę nie brakowało wtedy wierzących w sukces Pana Andrzeja, jak mówiono powszechnie o Gołocie. 

Ale kiedy w grę wchodzą wielkie emocje, rozum idzie spać. Niestety dotyczyło to również Gołoty i ludzi z jego obozu. Wiara w wygraną najlepszego polskiego ciężkiego w historii była tak wielka, że wyłączyła logiczne myślenie. 
Jeśli ktoś teraz porównuje Adamka z Gołotą popełnia kardynalny błąd. Zgadzam się z tym, że „Góral” najlepsze czasy ma już za sobą, ale to nie oznacza, że zapomniał jak się boksuje. To wciąż pięściarz wysokiej klasy, myślę  że lepszy od Szpilki. Wiem, że Artur się ze mną nie zgodzi, on jest bowiem przekonany , że pokona Adamka i za to go cenię, ale  ja patrzę na tą rywalizację bez emocji i nie widzę dla niego większych szans. Jeśli dojdzie do tej walki, co wcale nie jest takie pewne, to dobrze przygotowany Adamek wygra na punkty, choć oczywiście nie można wykluczyć sensacji. Ale jest ona mało prawdopodobna.

Najpierw jednak wszystkie strony muszą się dogadać co do podziału wirtualnych łupów. Nie mam wątpliwości, że to będzie finansowy hit, ale trzeba jednak  podjąć ryzyko (minimalne) i i jeszcze dojść do porozumienia w tej sprawie.
Jeśli nie dojdzie do trzęsienia ziemi w negocjacjach, to 8 listopada w Kraków Arenie (18 tysięcy widzów) będziemy świadkami wielkiego święta polskiego boksu.

Janusz Pindera, Polsat Sport

 

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.